Znów o mężu i ojcu

02.07.2011, 01:35,

Bez jasnego zdefiniowania roli męża i ojca trudno nawet pomyśleć o normalnej rodzinie. Jeśli trudno pomyśleć, to co dopiero żyć w rodzinie, gdzie tata i mąż nie bardzo orientuje się, jakie ma zadania do wypełnienia.


 Czy to możliwe, by głowa rodziny nie wiedziała, co należy do jej obowiązków?

Nawet pobieżna obserwacja wskazuje na to, że świadomość co jest świętym obowiązkiem we współczesnych pokoleniach zanikła. Nazywamy to kryzysem powołania. To jeden z najcięższych kryzysów. Dotyka chyba każdego człowieka. Jego skutkiem jest upadek cywilizacji chrześcijańskiej, upadek rodziny, a w konsekwencji upadek człowieka. Tak, przyczyną tego upadku jak głęboki kryzys trzech fundamentalnych powołań. Powołania kapłana, powołania ojca i powołania matki.

 

Kryzys czyli co?

Najprościej rzecz wykładając, kryzys powołania to robienie nie tego, co się robić powinno. A w głębszej warstwie brak świadomości, co jest zasadniczą treścią mojego powołania i brak refleksji na ten temat. Zamiast tego wnętrze człowieka zaśmiecają marności i pragnienia tego świata. Pragnienia wyrastające, między innymi, z wieloletniej tresury stadnej nazywanej "edukacją" przedszkolną, wczesnoszkolną, szkolną. Brak wychowania. A wreszcie mityczne "uspołecznienie", co w rzeczywistości jest zgnieceniem osobowości do szablonu projektowanego przez inżynierów społecznych. By rozwinąć i zgłębić ten temat należałoby poświęcić całe życie. Oczywiście, jeśli się jest do tego powołanym. My spróbujemy tylko rzucić snop światła. Zaledwie dotknąć tego tematu.

 

Kapłan - to największe powołanie zbawiające świat ponawianą ofiarą Mszy św. Mogące rozwiązać wszystkie problemy i wynagrodzić grzechy tego świata. Wystarczy "tylko" gorliwie i całym sercem zgodnie z wolą Kościoła sprawować Mszę św., święte Sakramenty i głosić ortodoksyjną naukę. Wierni z coraz większą tęsknotą poszukują kapłanów, którzy "pobożnie odprawiają Mszę św.".

 

Matka - od kiedy wyszła z domu sercem i ciałem, stała się igraszką tego świata.

 

Ojciec - o, tu jest masa kłopotów.

 

Trzeba chcieć słuchać

Można zapytać: no dobrze, to co niby ten ojciec ma robić? Zapytać to trochę mało. Trzeba chcieć słuchać. Najlepiej zapytać św. Józefa, najlepszego patrona mężów i ojców. Jeśli spytamy w szczerej i pokornej modlitwie, św. Józef odpowie nam natchnieniami, za którymi trzeba podążyć. Naprawdę, nie będziemy długo czekać. Tak się dobrze składa, że pokorne prośby o wypełnienie własnego powołania są w zbiorze łask oznaczonych najwyższym priorytetem.

 

Jednak, jeśli wolelibyśmy definicje, jakieś gotowe rozwiązania, ot tak żeby sobie poczytać, a nawet trochę pośmiać się, to zaraz je dostarczymy, choć to zadanie należy zasadniczo do rodziców.

 

Ale kto dzisiaj słucha rodziców? A czy rodzice coś wymagają od dzieci poza niekończącym się chodzeniem do szkoły i sugestiami poszukiwania prestiżowej posady? Mogliby na przykład powiedzieć szykującemu się do ożenku synowi, na co się porywa i jakie staną przed nim obowiązki. Ale czy mówienie coś da, jeśli samemu nie dało się dobrego przykładu. Przyjmiemy tu rolę rodziców, dających instrukcje synkowi, który niedługo się żeni. Już to, że chce przyjąć sakrament uznajemy za sukces. Może jednak był dobry przykład. Klarowne instrukcje będą przydatne, byle nie w nadmiarze.

 

Mąż i ojciec

Małżeństwo jest do końca życia, na dobre i na złe. To oczywiste. Składasz przysięgę wiążącą przed Bogiem. A także przed człowiekiem. Jeśli ośmieliłbyś się, co nie daj Boże, przysięgę złamać w tej najistotniejszej materii, jaką wartość po tym miałyby wszystkie twoje słowa i twoje działania? Żadną. Chyba, że były by to słowa żalu, pokuty i nawrócenia.

Dzień ślubu nie jest najszczęśliwszym dniem twojego życia. Miłość małżeńska musi wzrastać twoim pokornym wysiłkiem i zaufaniem. I to jest dobra wiadomość, bo wszystko co najlepsze w życiu jest jeszcze przed tobą.

Fundamentem rodziny jest Bóg. Twoim podstawowym zadaniem jest kochać Boga, czyli wypełniać Jego przykazania i kochać żonę. Z całego serca. O resztę spraw nie musisz się martwić.

Jesteś mężem. To wielkie zobowiązanie, aby być mężnym. Otaczać czcią i chronić godność małżonki. Zarówno będąc we dwoje jak i przebywając w świecie. Nie ochronisz godności małżonki jeśli zajmie się zarobkowaniem w domu czy poza domem. Obcy będą decydować o jej czasie i zadaniach, będzie igraszką świata. A co najgorsze, jej serce ucieknie z domu rodzinnego ku sprawom tego świata. W domu zacznie pojawiać się pustka, nuda i złości. Trujące mody tego świata zaczną wami targać.

Jesteście jednością, unikaj rozłąki.

Bycie mężem to bycie ojcem, jeśli Pan Bóg pobłogosławi. Raduj się z każdego dziecka, obyś miał ich jak najwięcej. Nie obliczaj, nawet nie myśl, czy cię na nie "stać". Otrzymujesz je w darze, byś im przekazał wiarę, wychował, by rozeznały swoje powołanie i stały się świętymi. Po prostu. To twoje podstawowe zadanie. "Przy okazji" i ty się załapiesz na Niebo.

Trzymaj dzieci w rodzinie, szczególnie w dzisiejszym upadłym świecie. Dając im swobodę i dyscyplinę, obowiązki i czas beztroski. Nie oddawaj obcym ludziom. Nie masz pojęcia co z dzieckiem się dzieje, jeśli podrzucisz je do żłobka, przedszkola czy szkoły. Ono traci ducha a ty niszczysz powołanie swoje, żony, a w przyszlości dzieci. Nie pozbywaj się dzieci, nie wysyłaj ich byle gdzie, z byle kim i nie szukaj kłamliwych usprawiedliwień. Zaprzyjaźnij się z własnymi dziećmi, kochaj je i chciej z nimi przebywać.

Od dnia ślubu czas nie należy do ciebie. Jest on własnością twojej rodziny. Twój czas i twoje serce.

To jest twoje powołanie. Wszystko co robisz, jest dla twojej rodziny, dla jej uświęcenia. Nie robisz nic tylko dla siebie. Jeśli masz wątpliwość, po prostu pomyśl czy to co chcesz zrobić jest dla dobra twoich najbliższych. Bądź w tym szczery. Nie ma dla ciebie samotnego wędkowania, piłki na hali z kolegami czy piwka. Markowania pracy, by uniknąć domowych obowiązków. Takim postępowaniem okradałbyś swoją rodzinę. Nie możesz mieć na to ochoty.

Módl się za żonę i za dzieci codziennie. To obowiązek. To konieczność. Także za siebie, byś odczytał i podołał temu, co masz zrobić. Rodzina to święta twierdza. Rodzina to walka, którą musisz wygrać, bo ciemne siły sprzysięgły się przeciwko niej i wydaje się, że wygrały. Ale nie wygrały. Jeszcze. Każda walka to najpierw twarda walka duchowa, potem działanie.

Bądź szarmancki dla żony. Z uprzejmym dystansem odnoś się do innych pań. Bądź szarmancki i z upływem czasu stawaj się taki coraz bardziej, nabierając kunsztu i dyskrecji. Czy widziałeś mężów uchylających drzwi do samochodu, by królowe ich serc zasiadły w fotelu, czując się właśnie jak królowe, choćby to był najskromniejszy model pojazdu, odziedziczony po teściu? Czy wiesz, że niewiasty lubią kwiaty i nie jest to oznaka próżności? Możesz je również wręczyć swojej dorastającej córce.

Poczucie humoru rozładuje nie jedną burzę w domu. To prawdziwy skarb, jeśli pozwolisz śmiać się z siebie, żonie i dzieciom. I ty masz przy tym niezły ubaw. To prawdziwie męska cecha i jakże rzadka.

Masz być głową rodziny. Władza i miłość oznacza służbę. Spalasz się całkowicie dla rodziny, służysz żonie i dzieciom z wielkim oddaniem. Dlatego jesteś szczęśliwy. Dlatego uprzejmie odmawiasz wyjazdu na spotkanie klasowe po latach. Nawet nie masz ochoty na takie "atrakcje".

Bądź przyzwoicie ubrany, zawsze.

Ty utrzymujesz materialny byt rodziny. W 100%. Przynajmniej to powinno być twoim celem.

Problemy i niepowodzenia dziel szczerze z żoną, oboje oddawajcie je Temu, kto zna was i wasze biedy najlepiej.

Umieść ołtarzyk w honorowym miejscu domu, niech dzieci o niego dbają.

Nie planuj kupna telewizora. Nie trać czasu na gazety.

Módl się razem z żoną i z dziećmi, codziennie.

Razem słuchajcie Mszy św. w niedziele i nie tylko. Dla Mszy św. niedzielnej podporządkuj bezwzględnie wszelkie inne sprawy.

Razem wyjeżdżajcie na wakacje.

Nie uzależniaj się od znajomych, opinii i towarzystwa innych ludzi.

Dbaj o rodziców i rodziców małżonki.

Módl się i pracuj.

Bądź mężny, spokojny i stanowczy. Raduj się życiem z żoną i dziećmi. Bo to prawdziwe szczęście, tu na ziemi. To jest twoje powołanie.

Dużo można pisać, ale tyle wystarczy. I pomyśleć, że nie jest to przepis na idealnego męża. To tylko przepis na zwykłych, normalnych mężów i ojców. Znacie takich?

 

 

R.

02 VII 2011

 
« Wstecz