Słowa świętego

18.10.2011, 23:28,

   Słowa świętego wyniesionego na ołtarze mają szczególną wartość. Nie tylko nie ma w nich nic przeciwko wierze i moralności, ale mogą oświetlić drogi naszego życia. Tym bardziej, jeśli są to słowa, których dziś nie usłyszymy, których nawet ludzie wiary nie mają odwagi wypowiedzieć.
 


Św. Zygmunt Szczęsny Feliński
    Jego słowa rozświetlają mroki naszych czasów, mimo że opisują i komentują wydarzenia sprzed ponad 150 lat. Pokazują godność kobiety i matki będącej filarem chrześcijańskiej rodziny, niezmienne zasady wychowania i troski o dzieci, trwania w wierze i nadziei, heroicznej obrony rodziny, miłości małżeńskiej i posłuszeństwa mężowi. To przykład cnoty i moralności najwyższej próby. Słowa te pokazują też pułapki w jakie ciemne siły starały się usidlić kobiety. Dziś widzimy, że ten demoniczny plan powiódł się prawie całkowitym zniewoleniem kobiety, nazywany w przewrotnym współczesnym języku "wyzwoleniem kobiety".
    Są to słowa św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego spisane w książce "Paulina córka Ewy Felińskiej"* obrazującej dramatyczne losy rodziny świętego biskupa. Heroiczne zmagania jego matki i dramatycznie krótkie życie siostry Pauliny na tle historii Polski, to wspaniałe świadectwo naszej wiary. Bezcenny przykład hierarchii celów i wartości, kierujących życiem gorliwych katolików. Hierarchia - Bóg, wiara, rodzina, ojczyzna i odpowiedź na ewangeliczny nakaz, by zaprzeć się samego siebie, przynoszą wspaniałe owoce świętości.

   Tę książkę trzeba przeczytać z wielu powodów. Nie tylko z tych już wymienionych, ale także dla wspaniałej polszczyzny św. abp Felińskiego. Jako nieoceniony poradnik dla rodziców. Dla najwyższych wartości duchowych, roztropności i pięknego języka jakim matka i córka, osoby "niewykształcone", posługują się w opublikowanych listach. Są to arcydzieła sztuki epistolarnej. Daj nam Boże dzisiaj takie wykształcenie i takiego ducha niewiastom, jakie posiadały Ewa i Paulina Felińskie. Książka niesie w sobie ogromny ładunek uczuć i emocji, czystych, prawych intencji, heroicznych decyzji. Ze współczesnych tomów "romansów" pisanych na zamówienie nie wyciśniemy ani kropli takiej poezji serca. Poezji napisanej przez życie. I nasze życie też ma być takie czyste i piękne, wypełnione wiarą i walką. W tej książce znajdziemy przykład, że można i trzeba tak żyć, bez względu na warunki. Nie dajmy się tresować temu światu.
Słowa świętego biskupa wzbudzą furię tego świata, a raczej pozostaną zamilczane. Jak każde słowa prawdy. Zacytujmy je obficie, wbrew światu:

 

" Obrawszy prawo Boże za jedyną normę praktycznego życia, matka nasza oceniała postępowanie swych dzieci nie wedle zmiennych prawideł przyzwoitości światowej lub doczesnej korzyści, lecz wedle zasługi lub winy każdego uczynku przed Bogiem. Stąd uważając za rzecz ważną to tylko, co jest cnotą lub grzechem, na wszystko inne mało zwracała uwagi, chociażby opinia świata inaczej o tym sądziła. Nigdy też nie przemawiała do nas w imię ambicji, współzawodnictwa lub fałszywego wstydu, ale odzywała się jedynie do naszego sumienia, starając się w serca nasze wszczepić zasady tak niezależne od okoliczności; iżby zawsze i wszędzie przewodniczyć nam mogły. Długich jednak i napuszonych morałów prawić nie lubiła; chociaż bez ogródki wytykała nam wady i wykroczenia nasze. Strofowania te były proste i krótkie, a że z serca płynęły, łatwo też do serca trafiały." (s.33)

 

" Z niezakłóconym, owszem, pokojem wykazywała nam ona, w czym postępowanie nasze obrażało Boga i jaką własnym duszom naszym wyrządzało szkodę. Kary też naznaczała zawsze w duchu zadośćuczynienia, stosując ich ciężkość jedynie do stopnia winy, a nie do materialnej szkody, jakiej wykroczenie mogło być powodem. Ilekroć zaś przypadek lub niezgrabność były powodem smutnego jakiego wypadku, nie tylko nie karała, lecz pocieszała, owszem, sprawcę nieszczęścia, jeśli uważała, że nazbyt się trapił. W razie istotnej nawet winy szczere przyznanie się i skrucha przyczyniały się zawsze do zmniejszenia kary, tak że dzieci nie miały żadnego powodu do ukrywania swych wykroczeń, zwłaszcza że gorące przywiązanie, jakie mieliśmy do matki, ułatwiało niezmiernie otwieranie przed nią serca". (s. 33)

 

"Nie należy jednak sądzić, że nasza matka należała do rzędu tych osób, co uważając kary cielesne za środek ubliżający godności człowieka, wolą patrzeć na krnąbrność lub próżniactwo swych dzieci, niż w tak barbarzyński sposób naprowadzać je na drogę obowiązku. Przeciwnie, uważając, że celem wychowania jest wykształcenie dziecka na cnotliwego i pożytecznego członka społeczeństwa, a nie tryumf tej lub owej pedagogicznej metody, ilekroć widziała, że tylko rózgą przełamać można upór lub lenistwo dziecka, nie wahała się je oćwiczyć, nie troszcząc się o to, co postępowi ludzie o karach cielesnych trzymają. I słusznie, bo skoro władza rodzicielska pochodzi od Boga, a nie od towarzyskich zwyczajów, przed Bogiem więc, a nie przed publiczną opinią rachować się z jej użycia potrzeba. Jeśli zaś nierozsądnym pobłażaniem rodzice zgubią swe dziecko, żaden system filozoficzny wymówić ich przed sądem Bożym nie potrafi. Wprawdzie matka tyle miała taktu w prowadzeniu dzieci, że rózga bardzo rzadko była potrzebna.." (s. 34)

 

" Paulinka nigdy na nią nie zasłużyła, o sobie zaś wyznać muszę, że zostałem ukarany za upór w ósmym roku, a nauka ta tak dobrze poskutkowała, że dopiero w piętnastym omal powtórzoną nie została z powodu nowej, ale już mniej zapamietałej krnąbrności. A jednak nie zmniejszyło to ani przywiązania, ani czci mojej dla matki, wdzięczność, owszem, do miłości dodając." (s. 34)

 

" Przywiązanie i pieszczota matki były dla nas tak drogim skarbem, że najsurowsza kara mniej nas dotykała niż jedno jej chłodne spojrzenie lub suchym tonem wypowiedziany wyraz." (s. 36)

" Owo całkowite zapomnienie o sobie i ustawiczna gotowość do poświęcania się dla drugich stanowiły od samego dzieciństwa najwybitniejszą cechę i jakby główną treść charakteru Paulinki.
.... O powierzchowność swoją tyle tylko dbała o ile zwyczaj i przystojność tego wymagały.... Pamiętam, z jaką usilnością wypraszała się od noszenia kolczyków, nie z powodu bólu przekłucia uszu, ale jedynie przez wstręt do tak niepotrzebnej i przeciwnej naturze ozdoby: " gdyby kolczyki, przedkładała matce, były istotnie na co potrzebne, to by sam Pan Bóg dziurki w uszach stworzył". (s.38)

 

" ..,gdzie zwierzchność szkolna wysokiemu posłannictwu swemu nie odpowiada, młodzież znajdzie się jak samopas puszczona trzoda, bez żadnego zabezpieczenia od naciskających na nią zewsząd niebezpieczeństw, tak że jeśli gruntownych zasad nie wyniosła z domu, zdziczeje raczej niż wykształci się w szkołach. Matka też nasza była tego zdania, że przy ówczesnych okolicznościach nie należało rozpoczynać publicznego wychowania młodzieży przed ukończeniem lat piętnastu, gdyż rzadko się zdarza, by chłopiec dojrzał przed tym wiekiem na tyle, iżby zwycięsko z niebezpieczeństwami szkoły mógł walczyć." (s. 83)

 

" Względem nas matka musiała odstąpić od swych pedagogicznych zasad, gdyż wyraźna wola umierającego ojca niezwłocznego umieszczenia nas w szkołach wymagała. Doświadczenie wszakże przekonało, że nie myliła się wcale w poglądzie swoim na wychowanie, gdyż zbyt wczesne oddalenie nas z domu najgorsze owoce wydało." (s.84)

 

" Matka moja stanowczo była przeciwną publicznym edukacyjnym zakładom dla kobiet, w których jej zdaniem, panienki nierównie więcej do stracenia niż do zyskania miały...... Argument, używany wówczas przez nielicznych obrońców publicznego wychowania dla kobiet, że młode panienki, zwłaszcza niebogate, uczęszczając do otwartych naukowych zakładów, mogły za bardzo małą stosunkowo cenę uczyć się wielu przedmiotów, o których w domu rodziców pojęcia by nie miały, w oczach mojej matki nie miały żadnej podstawy. Już to dlatego, że owa powierzchowna znajomość algebry, geometrii, fizyki, chemii, itp. nauk bardzo mało w życiu praktycznym kobiecie przydać się może. Już to, że ów pozór uczoności podnieca tylko próżność tych niedojrzałych główek... Pod wględem zaś moralnym młode panienki narażają się na tysiące niebezpieczeństw, od których pod okiem rozsądnej matki lub mistrzyni byłyby łatwo ustrzeżone.. (s. 86)

 

" W licznej bowiem gromadzie dozór staje się tak trudnym, stosunki koleżeńskie tak łatwe, że skoro znajdzie się choć jedna zarażona owieczka, wnet zepsucie szerzy się jak gangrena, podniecana ciekwością, a fałszywym wstydem osłaniane. Młoda zaś panienka to biała lilia, co raz zdeptana niegdy już pierwotnej krasy nie odzyska, i stąd jak ów kwiat delikatny, z największą troskliwością pielęgnowaną być winna..." (s.89)

 

"Mądre zaś te i bogobojne niewiasty nie inaczej, jak pod okiem cnotliwych matek lub w cichych ścianach klasztoru wzrastały, więcej w żywych przykładach i rozmowach swych przewodniczek, niż w martwych księgach praktyczną wiedzę czerpiąc.... Wrodzony bowiem instynkt ludzkości przez wszystkie wieki chronił kobietę, zwłaszcza młodą, od bezpośredniego z męskim tłumem zetknięcia. Chrystianizm zaś postawił ją jakby na wzniosłym piedestale, gdzie by górując urokiem skromności i anielskiej niewinności wdziękiem, z daleka tylko należny cnocie hołd odbierała. Ci, co chcą dzisiaj młodą dziewicę rzucić bez żadnej opieki w odmęt wyuzdanej po większej części młodzieży, sadowiąc ją na tejże ławie szkolnej i to w wieku, gdzie wybór towarzystwa jest konieczną niewieściej godności rękojmią.. " (s. 90)

 

"..o wykształceniu ogólnym, którego potrzeby dla kobiet nie tylko nie zaprzeczam, lecz rad bym, owszem, jak najwięcej je upowszechnić i jak najwyżej podnieść, byle nie w publicznych szkołach i nie z uszczerbkiem cnót chrzescijańskich, które w każdym razie wyżej od naukowaego wykształcenia sobie ważę.... Co do pożytku dla społeczeństwa nie pojmuję, dlaczego matka dobrze wychowująca swe dzieci i wzorowo wywiązująca się z obowiązków gospodyni domu miałaby mniej być pożyteczną społeczeństwu niż buchalterka, telegrafistka lub dyrektorka przędzalni? Przeciwnie, sądzę że dla społeczeństwa nierównie pożyteczniejsza jest ta kobieca posługa, w której mężczyzna wyręczyć jej nie potrafi, niż ta, w której kobieta nie tylko zastąpioną, lecz i prześcigniętą łatwo być może przez mężczyznę.....Posłannictwo kobiety w rodzinie i społeczeństwie jest całkiem różne, lecz nie mniej ważne jak mężczyzny. Oderwać ją przeto od właściwego jej posłannictwa i skierować na męskie tory, jest to zwichnąć przeznaczenie kobiety, z jej własną i całego społeczeństwa szkodą. W co by się - pytam - niebawem nasz kraj zamienił, gdyby na miejscu cnotliwych chrześcijanek, zacnych obywatelek i wzorowych matek, uczone sawantki i wszelkiego rodzaju specjalistki stanęły?" (s. 96)

 

W co się nasz kraj zamienił?
    Na koniec, po tej krótkiej lekturze trzeba odpowiedzieć na to pytanie, bo żyjemy w czasach "gdy na miejscu cnotliwych chrześcijanek, zacnych obywatelek i wzorowych matek wszelkiego rodzaju specjalistki stanęły", i gdy dzisiaj młode dziewczęta rzucamy "bez żadnej opieki w odmęt wyuzdanej po większej części młodzieży, sadowiąc je na ławie szkolnej i to w wieku, gdzie wybór towarzystwa jest konieczną niewieściej godności rękojmią" i gdy dzieci zamiast dzieciństwa u boku matek, pędzą żywot półsieroty, ganianej po szkolnych korytarzach.

   Niech na pytania, w co zamienił się nasz kraj i nasze rodziny, odpowiedzą ojcowie i matki i dziadkowie. Niech odpowiedzą nasi duszpasterze, oraz specjaliści z "poradni rodzinnych". Niech odpowiedzą ci wszyscy, którzy tak zachęcają do tresury szkolnej dzieci, do zarobkowej pracy matek, do zajmowania się wszystkim, byle dalej od dzieci i rodziny.

 

 

Rubinowicz

18 X 2011

 

* "Paulina córka Ewy Felińskiej" abp Zygmunt Szczęsny Feliński, Fundacja "Nasza Przyszłość",
2009 r.

 
« Wstecz