O zachowaniu się rodziców w kościele

08.08.2011, 01:21,

Msza św. wymaga od nas wiernych postawy najwyższego szacunku, czci i uwielbienia. To bardzo szeroki temat. Tu skupimy się jedynie na zewnętrznych postawach dość wąskiej, acz bardzo zauważalnej grupy wiernych.


 Na rodzicach z małymi dziećmi.

 

Fakt pojawienia się rodziców z dziećmi w kościele napawa radością. Szczególnie dzisiaj, gdy przebywanie rodziców z dziećmi jest coraz rzadsze. Wspólne wysłuchanie Mszy św. to najlepszy czas dla rodziny, pod każdym względem. Ten czas przynosi błogosławione owoce, ale często rodzi też problemy nie tylko dla rodziców, ale dla innych wiernych. Dzieci po prostu rozrabiają. Czyli rozważamy temat o zachowaniu się dzieci w kościele? Absolutnie nie. Tematem jest zachowanie się rodziców w kościele i nie tylko.

 

Dzieci rozrabiają

Od kręcenia się, głośnych rozmów, po bieganie, tarzanie czy inne rodzaje dziecięcej aktywności powodowane fantazją, jak to sobie tłumaczą rodzice, a w rzeczywistości będące skutkiem zaniedbań rodziców. Takie dziecięce dokazywania, mimo że powszechne, nie są sytuacją normalną w kościele. Dzieci, nawet te najmniejsze nie powinny rozpraszać wiernych i jest to jak najbardziej możliwe. Wymaga jednak wzmożonej aktywności rodziców. I tu tkwi problem. Dziecko rozbite chodzeniem do żłobka lub przedszkola ma minimalne szanse, by w spokoju spędzić czas dłuższy niż kilka minut, a nawet sekund. Dlatego konieczne jest, by rodzic zajmował się dzieckiem przez całą Mszę. Niestety, nie dość że dziecko jest wewnętrznie rozchwiane całotygodniowym przebywaniem w gromadzie, to także rodzice są odzwyczajeni od aktywnego zajmowania się nim. Stąd tak częste obrazki oglądane przez wiernych, gdy popisy malucha nie powodują żadnej reakcji rodziców, bądź reakcję spóźnioną.

 

Na przykład. Dziecko wyrusza na przechadzkę nawą główną w kierunku prezbiterium. Otwarta przestrzeń zachęca do eksperymentów, trochę wygibasów, tyle nowych twarzy do obejrzenia, a może by zaczepić małe dziecko, które nie wiadomo czemu siedzi grzecznie i z zaciekawieniem obserwuje poczynania śmiałka. Mama i tata z obojętnymi minami obserwują swoje dziecko. Dopiero kiedy maluch zaczyna mocować się z klęcznikiem i hałasować, spoglądają na siebie i jedno z nich niespiesznie wstaje, by zainterweniować. Chociaż roztropniej i łatwiej jest trzymać dziecko przy sobie, rodzice nie chcą tego robić. Czy to jakieś otępienie, czy lenistwo, czy przekonanie, że dzieciom można folgować i wszyscy będą zachwyceni?

 

Otóż małe dzieci potrafią spędzić czas Mszy św. w spokoju, jeśli rodzice je tego nauczą. Aby to osiągnąć, trzeba spełnić prosty warunek. Trzeba zajmować się dzieckiem przez cały tydzień, czyli po prostu wychowywać je. Jest to praktycznie niemożliwe, jeśli dziecko oddawane jest codziennie do przechowalni lub zaniedbywane w inny sposób. Nawet w takiej niewesołej sytuacji trzeba przychodzić z dzieckiem na Mszę, ale dyskretnie przebywać w tylnej nawie czy przedsionku kościoła.

 

Modlitwa rodzica

Nie tylko dzieci zaniedbane rozrabiają. Także te wychowywane „domowo”, o których wydawało się do niedawna, że będziemy już tylko czytać w historycznych biografiach, mają swoje koncepcje na „słuchanie” Mszy św. i temperament zachęcający do penetracji świątyni. Najczęściej jednak są one nauczone posłuszeństwa i znacznie łatwiej je zdyscyplinować. Są też dzieci 1-2 letnie, aniołki nie znające jeszcze ograniczeń w swoich pragnieniach. W każdym przypadku rodzic powinien być przy swoim dziecku cały czas, tak by nie zakłócało liturgii, by obserwować i uprzedzać zamiary małego katolika. Nosić dziecko, dyskretnie zabawiać. Podjąć ten godzinny intensywny wysiłek, a jest to bardzo duży wysiłek. Ofiarowując go Panu Jezusowi jako sposób przeżycia Mszy św. możemy być pewni, że zostanie przyjęty jako wspaniała modlitwa rodzica. Mając mokre plecy i omdlałe ręce wykonamy ogromną duchową robotę. Oddamy należną chwałę Stwórcy i ofiarujemy dziecku tę najważniejszą godzinę całego tygodnia. Nadprzyrodzone skutki tej modlitwy rodzica umocnią nas i nasze dzieci. Już niedługo będzie znacznie lżej, bo dzieci uczą się szybko, także dyscypliny. Musimy jednak pamiętać o codziennym wychowaniu i o tym, że naturalnym miejscem życia dziecka jest dom rodzinny.

 

 

R.

8 VIII 2011

 
« Wstecz