O czasie

27.11.2014, 22:51,

   Rozważania o czasie, niezliczoną ilość razy już czynione, zdają się być umysłową igraszką nie traktowaną zbyt poważnie. Czas jest oczywiście sprawą bardzo poważną, ale rozważania o nim, już niekoniecznie.


Poczynimy kilka uwag, które ową powagę czasu uwypuklą, co więcej, mogą zniechęcić nas do żartowania z czasu i traktowania go lekko. Sformułujmy krótką odpowiedź na pytanie: czym jest czas, z zastrzeżeniem, że rozważamy tylko najważniejszy aspekt istnienia czasu czyli czas życia człowieka.


Czas
Czas jest otwartym kredytem udzielonym przez Stwórcę człowiekowi, z którego człowiek będzie szczegółowo rozliczony po śmierci. Kropka.

Dalej będziemy już tylko wyjaśniać to krótkie zdanie. Zaczynamy od końca.Człowiek ma być rozliczony po śmierci z otrzymanego i przeżytego czasu, z każdej jego sekundy. Czyli w momencie, kiedy czasu już nie ma. Coż to znaczy? Przede wszystkim to, że przed śmiercią człowiek czas ma. Zapamiętajmy to. To bardzo ważna informacja. Człowiek ma czas. Posiada go. Otrzymał go od Boga, włada nim i korzysta z niego, a osiągnąwszy zdolność rozumowania, rozporządza nim według własnej wolnej woli. Po śmierci człowiek czasu już nie ma, bo po śmierci czasu już w ogóle nie ma, jest niepotrzebny. Nie musimy a nawet nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć. Po prostu tak jest. Czas odnosi się do duszy, kiedy ona jest w ciele. Sam duch czasu nie potrzebuje. A kiedy czas się zaczyna? W momencie poczęcia człowieka, co nie zawsze było takie oczywiste. Dzisiaj już nie powinniśmy mieć wątpliwości. Nasze poczęcie rozpoczęło nasz czas.


Po co nam czas?
Tę kwestię wyjaśnia katechizmowa ignacjańska definicja, po co jest człowiek. W zmodyfikowanej wersji można powiedzieć krótko, że czas jest dany człowiekowi po to, by zasługiwał Panu Bogu, a przez to osiągnął życie wieczne. Dodajmy, że nie część, nie większą część ale cały czas jest nam dany wyłącznie w tym celu. To co? Całe życie na kolanach? Poniekąd, jeśli uznamy to za metaforę życia cichego , pokornego i szczęśliwego... Cały czas oznacza to, co powiedział św.Paweł: cokolwiek robicie..Każda sekunda życia ma służyć chwale Bożej. To nie jest metafora. Każda, bez wyjątku, każda sekunda czasu jest dana w tym celu. Kładąc się spać możemy, jeśli chcemy, ofiarować sen Panu Bogu, niech Cię nawet sen nasz chwali. Każa sekunda snu wtedy tyka dla Niego. Czyż nie warto lec w piernaty z takim aktem strzelistym w sercu?

Życia całego nie da się przespać. Niekiedy chciałoby się rzec, a szkoda! Przystępujemy do czynu. Działamy, korzystamy z czasu, decydując o celu tego korzystania. Czy mamy tego świadomość? Czy wiemy, że to my całkowicie decydujemy o naszym czasie zasługiwania albo niezasługiwania czyli o traceniu czasu? Zewnętrzne ograniczenia, choćby więzienie tego nie zmieniają. Wnętrze człowieka, duch może być zawsz wolny i decydować.


Jak dobrze wykorzystać czas?
To bardzo proste, jeśli chodzi o zasadę. Trudne, a nierzadko heroiczne w czynie, ale właśnie po to narodziliśmy się i po to żyjemy. Cały nasz czas należy poświęcić na rozeznanie, podjęcie i realizację powołania jakie zaplanował dla nas Stwórca. To dobre słowo: poświęcić. Ten czas jest wtedy i tylko wtedy święty, czyli szczęśliwy, kiedy korzystamy z niego do realizacji Bożego powołania. Takie życie i tylko takie życie jest pasjonujące. Każde realizowanie siebie według zasad tego świata jest bezpowrotnym traceniem czasu i przynosi tragiczne skutki. Ponadto jest przeraźliwie nudne i jałowe, chociaż może być pełne fajerwerków, pokazywanych często na okładkach magazynów, a traktujących zazwyczaj o coraz to nowych sposobach zabijania czasu.

Jak dobrze wykorzystać czas? To proste. Zawsze stosować filtr dobra duszy. Szczerze, bez hipokryzji, pytając Tego, który nam czasu udziela. Czy to, co chcę, zrobię, cenię, na co chcę poświęcić czas, jest dobre dla duszy mojej i duszy tych, za których jestem odpowiedzialny? To wszystko.

 

Walka o czas
Życie, jak naucza św. Paweł, jest nieustannym bojowaniem. Nie inaczej jest z czasem, który niejako „wypełnia” nasze życie. O czas toczy się straszliwa walka. Jest to nieustanna walka między Niebem a demonami o, mówiąc najłagodniej, właściwie wykorzystanie czasu przez człowieka. My ludzie będący centrum i celem tej walki, nie mamy być biernymi obserwatorami, ale dzielnie walczącymi. Po stronie Nieba, rzecz jasna. My widzimy tylko zewnętrzne znamiona tej walki, ale często samej walki w ogóle nie dostrzegamy. A trzeba wiedzieć, że wszystkie wojny, te z armatami, pochłaniające miliony ofiar, ta niekończąca się wojna z nienarodzonymi, pochłaniająca miliardy niewiniątek, wszelkie nasze nędze mają zatrute źródło w źle wykorzystanym czasie. W straconym czasie przez każdego, pojedynczego człowieka i przez całe społeczności. W zmarnowanych, odrzuconych, podeptanych powołaniach. Matka, żona, która w pogoni za standardami tego świata i mamoną opuszcza dom, oddaje dzieci instytucjom – traci czas. Ojciec, mąż, który na to przyzwala a nawet zachęca, nie chroniąc dusz, które zostały mu dane pod opiekę – traci czas nie tylko swój, ale także swojej żony i dzieci. Odpowie za to surowo. Skąd ten zamęt w rodzinach, płacz i zgrzytanie zębów, skąd tyle zabitych niewiniątek? Ano stąd. Ze straconego czasu, złożonego w ofierze księciu tego świata w pogoni za złudzeniami, które nam podsuwa. Z braku wiary w rodzinach, że nasz czas należy do Stwórcy i mamy go spożytkować na szukanie Jego Królestwa. Z braku wiary w to, że Ojciec wie, czego nam potrzeba i dba o nas bardziej niż o ptaki powietrzne, niż my sami o siebie. Z braku wiary w to, że wszystko inne będzie nam dodane, jeśli dobrze spożytkujemy czas.
Świat jest doskonale zorganizowany, by odbierać nam czas. Sami go ochoczo oddajemy bożkom, które świat ustanawia. Bożków jest wiele. Każdy ma wiele obliczy do oddawania czci według podsuniętych nam upodobań. Bożków jest coraz więcej, pączkują nieustannie. Imiona ich są różne, a nad nimi bożek "ja": hobbi, pasja, sport, własne zainteresowania, gazety, gadżety, Internet, znajomi, kariera, szkolenia, rozwój,studia (najlepiej niekończące się), coś dla siebie, podróże, moda, seriale a nawet „pielgrzymki”, programem nieustępujące wyrafinowanym ekskursjom koneserów 4 stron świata. Bożki godności, stanowisk, tytułów naukowych są czczone z wielka gorliwością. Nie tylko świeccy, ale i duchowni są pod ich wielką mocą. Ilość profesorów i tytułów naukowych wśród duchownych osiągnęła stężenie niespotykane w dziejach świata. W tym samym czasie stan wiary, ilość apostazji, upadek ducha są zatrważające. Patrząc choćby na liczbę zabijanych dzieci. To są owoce czczenia bożków i ofiarowania im czasu.

 

Otwarty kredyt czasu uświadamia nam, że wiemy, od kiedy z niego korzystamy, ale nie wiemy, ile go otrzymamy, jaka jest pula dla nas przeznaczona, kiedy się skończy a skończy się na pewno. Innymi słowy, nie wiemy kiedy umrzemy. Stąd ewangeliczną mądrością jest pracowite życie dniem dzisiejszym, życie dobre, bez lęku o jutro, dość ma dzień swojej biedy. Życie nieustannym pragnieniem codziennego zasługiwania, nie tracenia czasu. Takie życie przynosi nadobfitość dóbr duchowych a nierzadko materialnych. Tak, tak, także materialnych, wbrew naukowym kalkulacjom tego świata, obfitość bez histerycznego inwestowania w przyszłość, bez planowania, bez realizacji projektów, studiów, korzystania z grantów, stypendiów, osiągania standardów itd. Tylko codzienne dobre korzystanie z czasu. To wystarczy, by nic więcej nie pragnąć, bo Ojciec zawsze daje w niespodziewanej obfitości, już tu na ziemi. To są te dobre owoce udzielonego kredytu, o które upomni się Kredytodawca po zamknięciu naszej linii czasu.


Bajki o czasie
Wiemy, że mamy czas. To dlaczego tyle razy opowiadamy bajki, że „nie mamy czasu”? Mówiąc „nie mam czasu” w rzeczywistości oznajmiamy drugiej stronie, że co prawda mamy czas (przecież jeszcze żyjemy) ale nie na tę konkretną sprawę. W domyśle, ten czas jest przeznaczony na inną, ważniejszą dla nas sprawę, niż ta, na którą tego samego czasu użyczyć nie chcemy. Tak tu kręcimy wytrychem słów: „nie mam czasu”, aby używać go świadomie i zastanowić się głębiej, na co „czasu nie mamy” i dla kogo „czasu nie mamy”. Pamiętajmy, mamy 365 dni w roku, każdy po 24 godziny do naszej dyspozycji i decydujemy o tym czasie, czyli wybieramy albo błogosławieństwo albo przekleństwo. Jeżeli „nie mamy” czasu na swoje powołanie, rodzice dla swoich dzieci, małżonkowie dla siebie, dziadkowie dla wnuków, „nie mamy czasu” na modlitwę i świętowanie niedzieli po Bożemu, to znaczy, że kradniemy czas, zabijamy czas. I to nie jest kwestia semantyki, to jest prawdziwe zabijanie nie tylko czasu, ale i dusz.
Wniosek tych rozważań jest taki: przeżyjmy dobrze nasz czas, a świat stanie się przedsionkiem raju.

 

 

Rubinowicz, XI 2014

 
 

Powiązane artykuły

 

Żłobki, przedszkola i inne sierocińce

   Przemierzając polskie wsie, miasteczka i duże miasta, z wszechobecnych reklam można wywnioskować, że podstawową potrzebą naszego narodu są tanie i szybkie kredyty oraz żłobki i przedszkola oferujące maluchom spędzenie czasu w warunkach porównywalnych z pobytem pierwszych rodziców w raju. Nie trzeba przekonywać, że gotówka, najlepiej żywa, jest do szczęścia koniecznie potrzebna.

 

Zmiana dla zmiany

   Ktoś podobno powiedział, że jeśli ludzie akceptują zmianę czasu, to można już z ludźmi zrobić wszystko.

 
« Wstecz