Człowiek nie arbuz

23.06.2012, 22:27,

    Sezon arbuzowy w pełni. Zielone kule wypełnione soczystym miąższem gaszą pragnienie i mogą być źródłem pogłębionej refleksji, szczególnie jeśli dorośli konsumenci tego owocu znajdą się w krzyżowym ogniu dziecięcych pytań:


- Z czego jest arbuz? A po co tyle pestek? Czy są arbuzy bez pestek? Jak jest po angielsku arbuz?
- Watermelon….., arbuz jest głównie z wody…., podobnie jak człowiek… – pada szybka odpowiedź z intencją ucięcia potoku wesołych zapytań.
- Z wody...? - to ci dopiero nowina.
- Albuz z wody, cłowiek z wody? - kontynuuje zaciekawiony czterolatek z brodą ociekającą różowym sokiem i gromadą czarnych pestek na młodej piersi. No tak, teraz już łatwo się nie wywiniemy od dalszych wyjaśnień, a raczej fundamentalnej katechezy na temat: z czego jest człowiek?
- Człowiek to dwa w jednym – jak mawiał ksiądz proboszcz na katechezach przed Pierwszą Komunią Świętą
- Ciało i dusza nieśmiertelna. Ciało człowieka rzeczywiście składa się głównie z wody…, ale to właśnie dusza jest w nas najważniejsza - to podstawowe wątki katechezy, wyjaśniające maluchom kim jest człowiek i czym się różni od arbuza.

 
     Jednak po chwili, wgryzając się w zieloną łupinę arbuza przychodzi kolejna refleksja. Rzeczywiście, to dusza czyni nas niepowtarzalnymi, nieporównywalnymi, wyjątkowymi, nieśmiertelnymi. No bo nie wierząc, nie uznając duszy, to tak naprawdę przyjmujemy pogląd, że nie aż tak bardzo różnimy się od arbuza. Można by wtedy powiedzieć - naszego brata. Co za bzdury! - żachnie się encyklopedysta - a systematyka? Co tam systematyka! Ot, szerokie pole do dyskusji, do polemik, do „naukowych” dowodów a nawet habilitacji, że my wszyscy od arbuza albo na odwrót. Tak naprawdę tylko my ludzie wiary możemy jeść arbuzy z czystym sumieniem. Mając pewność, że nie łączy nas nic istotnego z tym, skądinąd, bardzo sympatycznym owocem.

 


Rubinowicz

VIII 2011

 
« Wstecz